top of page

Złodzieje NFT w Zelandii. Policja: to były phishing i pranie pieniędzy

Cztery osoby zatrzymane, 169 skradzionych NFT i szkody liczone na około 1,4 mln euro – to efekt śledztwa policji w Zelandii. Funkcjonariusze zabezpieczyli nośniki danych, gotówkę i kilka pojazdów. Po przesłuchaniu podejrzani zostali zwolnieni, ale sprawa trwa.

Scenariusz jest stary jak internet: najpierw oszustwo na „podaj klucz” – przez fałszywe strony, wiadomości lub prośby o autoryzację transakcji – potem szybkie transfery i pranie pieniędzy. Tyle że tu łupem padły nie zdjęcia czy loginy, a unikatowe certyfikaty własności cyfrowych dzieł.

Polskie firmy technologiczne i freelancerzy w Holandii powinni potraktować to jako ostrzeżenie. Nawet jeśli nie handlujecie NFT, zasada jest ta sama: rozdzielić portfele, ograniczyć uprawnienia, korzystać z kluczy sprzętowych i nie klikać w linki, które budzą cień wątpliwości.

Hype na NFT w masowej skali już minął, ale rynek kolekcjonerski żyje. Tam, gdzie są realne pieniądze, zawsze pojawi się ktoś, kto spróbuje je ukraść. Platformy dwoją się i troją, by lepiej oznaczać ryzykowne transakcje, ale użytkownik pozostaje najsłabszym ogniwem.

Policja podkreśla, że w sprawach krypto i cyfrowych aktywów coraz częściej korzysta z narzędzi analityki łańcuchów bloków. Pozwala to śledzić ruch środków nawet po wielu „przepompowaniach”. To dobra wiadomość – anonimowość w blockchainie bywa iluzją.

Bezpieczniej jest wolniej. Gdy w grę wchodzą większe kwoty, warto zatrzymać się na minutę i upewnić, że klikamy tam, gdzie chcemy.

Udostępnij artykuł

Komentarze

Podziel się swoimi przemyśleniamiNapisz komentarz jako pierwszy.
bottom of page