
Weski kontra prokuratura: finał głośnego procesu i pytania o granice śledztwa
W Rotterdamie dobiegł końca proces Inez Weski, byłej adwokatki Ridouana Taghiego, jednej z najgłośniejszych spraw ostatnich lat. Prokuratura chce dla niej 4,5 roku więzienia za rzekome przekazywanie wiadomości między gangsterem a rodziną, obrona mówi o „wanprawie” i tunelowym widzeniu dowodów.
Clou sporu to w dużej mierze tajemnica adwokacka i to, czy służby mogły sięgać po przechwycone dane z komunikatora Sky ECC, gdzie kontakty z rodziną klienta miała również Weski. Prawnicy twierdzą, że przeszukania i selekcja danych były nielegalne, a materiał dowodowy wątpliwy.
Weski w ostatnim słowie mówiła o „pękającej” sprawiedliwości, przywołując obrazy Goyi i zdjęcia pobitego klienta po zatrzymaniu w Dubaju. Sądownictwo nieczęsto widzi tak otwarty spór o granice pracy prokuratury i policji – to dlatego sprawa rezonuje dalej niż tylko w zawodowych kręgach.
Dla wielu Polaków pracujących w Holandii to także test zaufania do instytucji: czy prawo do obrony jest bezpieczne nawet w sprawie, która budzi ogromne emocje? Wyrok, zapowiedziany na maj, może stać się punktem odniesienia na lata dla śledztw splatających cyberdowody i tajemnicę zawodową.
Niezależnie od finału, widać jak na dłoni, że prawo musi szybciej doganiać technologię. Kiedy czaty zamieniają się w akta sprawy, a prywatność w dowód, margines błędu i nadużycia staje się niebezpiecznie cienki.
Udostępnij artykuł


