
W Amsterdamie rusza 250 „jadłodajni” dla… pszczół
W ten weekend w mieście otwiera się 250 mini „banków żywności” dla pszczół – rabat, skrzynek i skwerów obsadzonych roślinami nektarodajnymi. Jak podaje Het Parool, akcja ma przypomnieć, że owadom brakuje urozmaiconego „menu”, a to przekłada się na plony, miejską zieleń i bioróżnorodność.
To prosta rzecz, którą możemy zrobić sami: wysiać lawendę, ogórecznik, nostrzyk czy facelię na balkonie. Polskie rodziny mieszkające w NL często mają doświadczenie z ogródkiem – ten know-how przyda się tutaj podwójnie.
Eksperci podkreślają, by unikać środków ochrony roślin i wybierać mieszanki nasion, które kwitną etapami od wiosny do jesieni. Dzięki temu pszczoły – dzikie i hodowlane – mają ciągłość pożywienia, a my kolor na parapecie bez wielkiej pielęgnacji.
Miasto zaczęło też skromnie „odbetonowywać” niektóre miejsca, wprowadzając dzikie łąki i pozostawiając strefy „leniwego koszenia”. To trend widoczny w całej Holandii, bo intensywne wykaszanie trawników zamienia parki w „zielone pustynie”.
Dla polskich ogrodników-amatorów to okazja, by pokazać sąsiadom mikrotriki: podlewanie deszczówką, własne sadzonki, kompost w skrzynce. Sprawdzają się też karmniki dla dzikich zapylaczy – proste „hotele” z trzciny i bambusa.
Kryzys pszczół brzmi abstrakcyjnie, dopóki nie policzymy, ile z naszej kuchni zależy od zapylania. Każda skrzynka kwiatów to mały, ale realny wkład w to, by w mieście nie ucichło bzyczenie.
Udostępnij artykuł


