
Taśma na czujniku i prawie katastrofa na Schiphol
Na Schiphol doszło do groźnej sytuacji, która zaczęła się od… kawałka taśmy. Zaklejony czujnik na jednym z samolotów mógł doprowadzić do poważnego wypadku, gdyby błąd nie został w porę wykryty.
To historia jak z podręcznika o znaczeniu procedur: mały błąd techniczny, duże potencjalne konsekwencje. Linie i służby techniczne będą musiały lepiej pilnować kontroli po pracach serwisowych.
Dla podróżnych, w tym tysięcy Polaków latających z i do Schiphol, to ważne przypomnienie, że drobiazgowe kontrole i opóźnienia często mają sens. Lepiej poczekać 20 minut, niż ryzykować ruchem w powietrzu bez kompletu sprawnych czujników.
Port planuje przegląd procedur i komunikacji między zespołami technicznymi. W branży mówi się też o dodatkowych checklistach, które wyłapują „ludzkie” potknięcia.
Schiphol woli o takich zdarzeniach mówić otwarcie, bo to napędza kulturę bezpieczeństwa. I o to finalnie chodzi – by każdy wylot kończył się tak samo: bezpiecznym lądowaniem.
Udostępnij artykuł


