top of page

Schiphol szuka współwłaściciela. Amsterdam stawia warunek: najpierw mniej hałasu

Lotnisko Schiphol rozgląda się za nowym współwłaścicielem, ale miasto Amsterdam – udziałowiec – zapowiada, że nie kiwnie palcem, dopóki loty i uciążliwości nie zmaleją. W praktyce chodzi o konkret: ograniczenie liczby operacji i nocnych startów, zanim do gry wejdą nowi inwestorzy. To sygnał, że czyste tabelki finansowe nie wystarczą.

Polacy żyjący w Randstad dobrze znają dylemat: praca i wygodne połączenia kontra hałas i emisje. Jeśli miasto postawi na kurację odchudzającą, część połączeń może zniknąć lub zdrożeć. W zamian okoliczni mieszkańcy – także polskie rodziny – mają dostać ciszę i bardziej przewidywalne planowanie.

Nowy współwłaściciel wprowadza też pytanie o priorytety: czy liczy się przede wszystkim zysk, czy misja publiczna lotniska. Samorządowcy mówią wprost, że inwestor ma inwestować w zrównoważone paliwa, kolej i modernizację, a nie tylko w ekspansję.

Branża lotnicza ostrzega przed utratą pozycji w Europie. Kontrargument: lepsza i stabilna jakość życia wokół lotniska to także przewaga konkurencyjna, bo ogranicza ryzyko sporów prawnych i protestów. Dodatkowo unijne przepisy klimatyczne i tak docisną sektor.

W najbliższych miesiącach czekają nas rozmowy o warunkach wejścia partnera i mapie drogowej dla redukcji hałasu. Dla pasażerów kluczowe będzie, czy zmienią się rozkłady i ceny. Jedno pewne: bez zgody Amsterdamu żaden duży ruch własnościowy na Schiphol się nie wydarzy.

Jeśli kompromis się uda, lotnisko może wyjść z tego silniejsze i spokojniejsze. Jeśli nie, czeka nas kolejna odsłona wojny o niebo nad Randstad.

Udostępnij artykuł

Komentarze

Podziel się swoimi przemyśleniamiNapisz komentarz jako pierwszy.
bottom of page