
Rosja zaciska pętlę na Telegramie. Co to znaczy dla dostępu do informacji
Rosyjski sąd nałożył na Telegram wielomilionową grzywnę i służby zapowiadają ograniczenia aplikacji za „nieusuwanie ekstremistycznych treści”. Użytkownicy już zgłaszają problemy z wysyłką i odbiorem wiadomości czy ładowaniem multimediów. To kolejna odsłona dławienia niezależnych kanałów komunikacji w kraju.
Telegram był w Rosji ostatnimi laty jednym z ostatnich większych okien na świat – zarówno dla mediów, jak i zwykłych ludzi. Blokady napędzają popularność VPN, ale i tu trwają próby utrudniania dostępu. Paradoksalnie z ograniczeń narzekają także prokremlowscy blogerzy, dla których platforma była ważnym narzędziem propagandy i koordynacji.
Dla Polaków w Holandii śledzących rosyjsko‑ukraińską wojnę oznacza to jeszcze trudniejszą weryfikację informacji po stronie rosyjskiej. Coraz większą rolę zyskują „digesty” mailowe i własne aplikacje mediów, które próbują omijać blokady.
To także kolejny sygnał, że autonomia platform komunikacyjnych jest krucha, gdy państwo chce je podporządkować. Europejskie debaty o regulacji Big Techu toczą się zupełnie innym torem niż rosyjskie zakazy – tu celem ma być przejrzystość i odpowiedzialność, nie knebel.
W praktyce, im więcej barier, tym większa fragmentacja informacji i ryzyko dezinformacji. Użytkownicy, także w Holandii, będą musieli wkładać jeszcze więcej wysiłku w sprawdzanie źródeł i budowanie własnych zestawów zaufanych kanałów.
Udostępnij artykuł


