
Policja ma 46 mln euro dziury. Co to oznacza na ulicach?
Krajowa policja spodziewa się w tym roku niedoboru około 46 milionów euro. Minister zapewnia, że „nie tknie” podstawowych patroli i obsługi 112, ale posłowie alarmują: cięcia w zapleczach uderzą w pierwszą linię z opóźnieniem. W tle rosnące obciążenia: cyberprzestępczość, przemoc domowa i coraz bardziej skomplikowane śledztwa.
Dla polskich mieszkańców w NL praktyka jest prosta: sprawy niepilne będą czekać dłużej, a priorytet dostanie to, co zagraża życiu i zdrowiu. Zgłoszenia oszustw internetowych czy kradzieży bez przemocy mogą przechodzić na dalszy plan. To wymusza lepszą samoobronę – od dobrych zamków po higienę cyfrową.
Samorządy i prokuratura przypominają, że każda zgłoszona sprawa buduje statystykę, która później decyduje o przydziale etatów i środków. Warto więc zgłaszać nawet „drobne” incydenty, by dzielnice z dużą polską społecznością nie wypadały na zbyt bezpieczne tylko dlatego, że ludzie machają ręką.
Parlament szuka sposobu, by szybko uzupełnić deficyt z niewykorzystanych rezerw budżetowych, ale to trudne w czasie układania nowego rządu. Policja związuje koniec z końcem, jednocześnie próbując szkolić nowych ludzi i nie tracić doświadczonych śledczych. Ryzyko: wypalenie i odejścia.
W najbliższych miesiącach realny będzie nacisk na współpracę z gminami, strażą miejską i organizacjami społecznymi. To może nawet wyjść na dobre, jeśli wzmocni się lokalne programy prewencji. Ale bez trwałego finansowania będzie to tylko plaster na pęknięcie.
Udostępnij artykuł


