top of page

Płatne parkowanie w Amsterdamie wypycha auta do sąsiadów

Po rozszerzeniu stref płatnego parkowania w Amsterdamie, gminy ościenne zobaczyły nagły napływ aut z miasta. Mieszkańcy narzekają, że wieczorem trudno znaleźć miejsce pod domem, a przy centrach handlowych pojawiły się całe ciągi samochodów z „amsterdamskimi” kierowcami, którzy wolą zostawić auto za darmo i dojechać dalej komunikacją.

Dla wielu osób brzmi to jak lokalna sprzeczka, ale skutki są konkretne: dzielnice podmiejskie rozważają nowe abonamenty strefowe, limity czasowe lub dodatkowe kontrole. Samorządowcy mówią o „efekcie domina”, gdy jedna gmina uszczelnia parkowanie, a sąsiednia musi robić to samo.

Polacy mieszkający i pracujący w aglomeracji odczują to od razu, zwłaszcza ci, którzy w weekendy podjeżdżają na darmowe miejsca w pobliżu stacji kolejowych. W praktyce oznacza to częstsze patrole i mandaty, a z czasem – nowe opłaty w gminach graniczących z Amsterdamem.

Eksperci od mobilności przypominają, że rosnąca presja parkingowa to nie tylko kwestia cen. Decydują też dojazdy do pracy, dostępność P+R oraz pewność, że wieczorem tramwaj czy autobus rzeczywiście przyjedzie.

Miasto odpowiada, że bez twardszej polityki parkowania centrum utonie w autach, a miejsca postojowe są jednym z niewielu narzędzi do odzyskania przestrzeni dla pieszych, rowerów i zieleni. Sąsiedzi jednak oczekują, że Amsterdam wesprze też rozwiązania „po drugiej stronie granicy”.

W tle trwa dyskusja o tym, czy bezpieczne i tanie P+R-ki nie powinny być priorytetem całej metropolii, a nie pojedynczych gmin. Na razie to mieszkańcy peryferii ponoszą koszty decyzji stolicy.

Jeśli więc parkujecie w „pasie podmiejskim”, lepiej zawczasu sprawdzić lokalne zasady i zmiany w taryfach. Niespodziewany mandat potrafi być droższy niż bilet całodniowy dla dwóch osób.

Udostępnij artykuł

Komentarze

Podziel się swoimi przemyśleniamiNapisz komentarz jako pierwszy.
bottom of page