
Nowy dom bez prądu: spór z Lianderem trafia do sądu
Coraz więcej osób w Holandii dowiaduje się o „pełnej sieci” dopiero wtedy, gdy jest za późno. W Hillegom rodzina wybudowała dom, ale nie może dostać podłączenia prądu – i sprawa skończyła się w sądzie, bo termin wskazywany przez operatora sieci (Liander) ma sięgać dopiero 2027 roku.
To nie jest historia o firmie i papierach, tylko o codzienności: dom stoi, ludzie mieszkają, a prądu z sieci nie ma. Właściciel twierdzi, że gdyby wiedział wcześniej o opóźnieniu, inaczej zaplanowałby sprzedaż poprzedniego mieszkania i finansowanie całej inwestycji.
Kluczowy spór dotyczy tego, czy operator ma obowiązek podłączyć dom „od razu”, czy może odmówić, jeśli brakuje miejsca w sieci. Liander powołuje się na zmiany w prawie energetycznym, które mają uwzględniać realia przeciążonej infrastruktury.
Dla Polaków kupujących lub budujących dom w Holandii to sygnał ostrzegawczy: nawet jeśli online „wygląda, że się da”, w praktyce może dojść do weryfikacji dopiero na późnym etapie. A wtedy zostają półśrodki, jak agregat, który jest drogi, uciążliwy i nie zawsze akceptowany przez sąsiadów.
Problem ma też drugie dno: sieć rozbudowuje się wolno, a popyt rośnie przez elektryfikację – pompy ciepła, ładowarki do aut, nowe osiedla. Politycy obiecują przyspieszenie inwestycji i specjalne przepisy „kryzysowe” dla zatorów sieciowych, ale na razie w terenie widać głównie kolejki.
Ta sprawa może być ważna precedensowo, bo pokaże, jakie są realne granice „prawa do przyłącza” w czasach netcongestie. Wyrok ma zapaść 20 lutego, a branża i samorządy patrzą na niego uważnie.
Jeśli planujesz budowę lub zakup nowego domu, warto dopytać nie tylko dewelopera, ale też operatora sieci o etap przyłączenia i ryzyka. W praktyce oznacza to mniej niespodzianek, a czasem decyzję, czy inwestycję w ogóle da się bezpiecznie domknąć w budżecie.
Udostępnij artykuł


