top of page

Nocny abonament na kluby w Amsterdamie. Hit czy ściema?

Za 24,50 euro miesięcznie możesz skakać po czterech amsterdamskich klubach bez płacenia za wejście. Taka jest idea nowej „nocnej pasa” – odpowiednika popularnej karty do kin. Ma zachęcić młodych do wyjścia z domu i ułatwić odkrywanie nowych scen, nie tylko tych najgłośniejszych.

Organizatorzy liczą, że gdy bariera ceny spadnie, łatwiej będzie eksperymentować z programem i dawać szansę lokalnym DJ-om. A kluby w słabsze dni tygodnia wypełnią się posiadaczami abonamentu. Jeśli mieszkasz w NL i pamiętasz ceny biletów po pandemii, brzmi to jak miłe odczarowanie.

Polacy w Amsterdamie i okolicach, którzy rzadziej wychodzili „bo drogo” lub „bo solo”, mogą na tym wygrać podwójnie. Abonament obniża koszt, a kluby chcą, by było bezpiecznie i gościnnie także dla osób przychodzących samodzielnie. To trochę jak trzecie miejsce – poza domem i pracą.

Zostają praktyczne rzeczy: dojazdy nocą, ostatnie metro, powrót rowerem w deszczu. Tu klubowy abonament nie pomoże, ale jeśli branża dogada się z nocną komunikacją, pomysł może dostać drugie skrzydło.

Przy Cineville ludzie zaczęli ryzykować filmy „poza bańką”. Jeśli nocna pasa zadziała podobnie, wkrótce usłyszymy więcej świeżych setów od lokalnych talentów. A jeśli nie? Przynajmniej ktoś spróbował potraktować nocną kulturę jak coś, co łączy, a nie dzieli.

Dla porządku: abonament nie zamieni każdej nocy w sylwestra. Ale może sprawić, że przestaniemy czekać na „ten jeden line-up”, a po prostu zaczniemy częściej wychodzić.

Udostępnij artykuł

Komentarze

Podziel się swoimi przemyśleniamiNapisz komentarz jako pierwszy.
bottom of page