
Niemiecka afera sejfowa w Gelsenkirchen trafia do sądu cywilnego
Pierwsi poszkodowani wielkiego włamania do skrytek bankowych w Gelsenkirchen składają pozwy. Chcą od banku odszkodowań, twierdząc, że zabezpieczenia zawiodły, a szkody idą w dziesiątki, a nawet setki tysięcy euro na osobę.
Śledztwo wskazuje na spektakularną metodę: włamywacze mieli dostać się do archiwum i przewiercić do sejfowni. Straty mogą sięgnąć 100 milionów euro, a pokrzywdzonych jest ponad dwa i pół tysiąca.
Dlaczego to ważne dla ludzi z Holandii? Bo wielu z nas – w tym polscy przedsiębiorcy – trzyma kosztowności i dokumenty w skrytkach po drugiej stronie granicy. Pozwy w Essen mogą wyznaczyć standard odpowiedzialności banków za zabezpieczenia.
Prawnicy przypominają: umowy o skrytki często mają ograniczenia odpowiedzialności. Sąd oceni, czy w tym przypadku bank dochował „nowoczesnych standardów” ochrony i czy klienci mogli oczekiwać więcej.
Jeśli fala pozwów się rozkręci, instytucje będą aktualizować procedury i wzmacniać monitoring fizyczny. Koszty wrócą do klientów – być może w postaci wyższych opłat za skrytki.
Na razie poszkodowani walczą o swoje po cichu, a śledczy szukają śladów bandy. Dla reszty to moment, by sprawdzić własne polisy i realny poziom zabezpieczeń w wybranych placówkach.
Udostępnij artykuł


