
Napięcia na Bliskim Wschodzie podbijają ceny paliw
Znów rośnie nerwowość na rynkach surowcowych po doniesieniach o napięciach w regionie Zatoki Perskiej. Inwestorzy odruchowo podnoszą wyceny ropy, a to szybko przenosi się na ceny paliw przy europejskich stacjach.
W Holandii oznacza to wyższe koszty dojazdów i transportu, co po kilku tygodniach zwykle przekłada się na droższe dostawy i wyższe ceny części produktów. Dla wielu mieszkańców brzmi to abstrakcyjnie, ale już rachunek za bak potrafi przypomnieć, jak globalne wydarzenia uderzają w lokalny budżet.
Polscy kierowcy w Niderlandach – zwłaszcza ci dojeżdżający codziennie z tańszych podmiejskich lokalizacji – odczują to pierwsi. Warto rozważyć łączenie przejazdów, bilety okresowe na pociągi lub carpooling, gdy tylko to możliwe.
Eksperci podkreślają, że długotrwałe wzrosty cen paliw potrafią rozpędzić tzw. drugą rundę inflacji. Droższy transport to wyższe koszty firm, a te przerzucają część rachunku na klientów.
W perspektywie kilku miesięcy kluczowe będzie, czy dojdzie do przerw w dostawach. Jeżeli łańcuchy logistyczne pozostaną drożne, wzrost może wyhamować, a ceny wrócić do wcześniejszych poziomów – historia zna takie przypadki.
Warto pamiętać o prostych nawykach ograniczających spalanie: właściwe ciśnienie w oponach, spokojna jazda, mniej zbędnego bagażu. Takie drobiazgi pozwalają obniżyć zużycie paliwa nawet o kilkanaście procent, co w skali miesiąca daje realną oszczędność dla domowego budżetu.
Udostępnij artykuł


