
Lekarze rodzinni z Amsterdamu biją na alarm: vaping młodzieży wymyka się spod kontroli
Amsterdamscy lekarze rodzinni mówią dość: coraz młodsze dzieci sięgają po e-papierosy, a gabinety widzą skutki szybciej niż szkoły i rodzice. Skargi na kołatanie serca, bezsenność i drażliwość przewijają się przez historie nastolatków, którzy zaczynali „od smaku mango, tylko na przerwie”.
Polscy rodzice w Holandii często pytają: „Przecież to tylko para, mniej szkodzi niż papierosy?”. Problem w tym, że wiele jednorazowych „vape’ów” oferuje wysokie dawki nikotyny w formie soli, które mocno uzależniają. Do tego dochodzi łatwość ukrycia na lekcjach i kuszący design – kolorowy, „niewinny”.
Szkoły i gminy próbują reagować: kampanie na TikToku zamiast plakatów, zajęcia bez moralizowania, bardziej realne rozmowy o presji rówieśniczej i stresem, który młodzi „wypalają” chmurką. Lekarze chcą też szybszego kierowania do wsparcia psychologicznego, zanim z nałogu zrobi się rytuał.
Co można zrobić w domu? Ustalić jasne zasady, rozmawiać o mechanizmach uzależnienia i nie zbywać objawów typu bóle głowy, bezsenność czy problemy z koncentracją. Jeśli pojawiły się już symptomy odstawienne, warto poprosić lekarza rodzinnego o plan wsparcia – od krótkich interwencji po programy rzucania nikotyny.
Eksperci podkreślają, że moda na vaping nie zniknie po jednym zakazie czy akcji informacyjnej. Ale im szybciej dorośli przestawią się z „nie rób” na „rozumiem, pogadajmy”, tym większa szansa, że młodzi wybiorą własne płuca zamiast kolejnej chmurki.
Udostępnij artykuł


