top of page

Kto przejmie Warner Bros.? Europejskie kina biją na alarm

W Europie rośnie niepokój o przyszłość kin w związku z możliwym przejęciem Warner Bros. przez Netflix lub Paramount. Obawa jest prosta: jeśli nowy właściciel przesunie nacisk na streaming, mniej filmów może trafiać na duży ekran. Dla wielu operatorów to realne ryzyko uderzenia w przychody z biletów.

Warner jest postrzegany jako „kino-centryczna” wytwórnia, która tradycyjnie wprowadza tytuły najpierw do kin, a dopiero później do serwisów VOD. Zmiana właścicielska może przetasować ten model, choć Netflix zapewnia, że kinowych premier nie porzuci.

W Holandii część mniejszych sal podkreśla, że doświadczenie kinowe trudno zastąpić oglądaniem w domu. Ale zastrzegają, że ograniczenie liczby dużych tytułów z Warnera mogłoby odbić się na frekwencji. To dotyczy także polskich widzów żyjących w NL – filmy i sagę, na których wychowali się, chcą wciąż oglądać na dużym ekranie.

Eksperci zwracają uwagę, że ewentualne przejęcie podlegałoby jeszcze ocenie przez regulatorów. Czas transakcji liczony jest w miesiącach, a nawet w ponad rok. W tym czasie repertuar kin powinien pozostać stabilny.

Kina liczą, że bez względu na wynik giełdowych rozgrywek, wytwórnia utrzyma szerokie okno kinowe dla największych produkcji – to warunek zdrowego ekosystemu między salami a platformami. Kompromisy możliwe są choćby przy krótszych oknach, ale nie przy całkowitym pomijaniu sal.

Dla widzów w praktyce najbliższe miesiące nie przyniosą rewolucji. Warto jednak śledzić decyzje właścicielskie, bo mogą one kształtować repertuar 2026–2027, a tym samym dostępność hitów w kinach od Rotterdamu po Groningen.

Branża przypomina, że sale to nie tylko Hollywood. Festiwale, kino europejskie i polskie przeglądy w NL utrzymają się niezależnie od wielkich fuzji – choć równowaga między blockbusterami a ambitnym repertuarem będzie wymagać czujności.

Udostępnij artykuł

Komentarze

Podziel się swoimi przemyśleniamiNapisz komentarz jako pierwszy.
bottom of page