
Korupcyjny urzędnik Amsterdamu ma oddać 135 tys. euro
Były urzędnik amsterdamskiego magistratu, skazany wcześniej za korupcję, musi zwrócić 135.427 euro uznane za zyski z przestępstwa. To element szerszej polityki „odbijania” pieniędzy ze świata przestępczego, którą samorządy i wymiar sprawiedliwości zacieśniają od kilku lat.
Jak opisał Het Parool, sprawa dotyczyła nadużyć przy miejskich zleceniach. Sąd finansowo domknął wątek, stawiając jasny sygnał: w urzędzie publicznym nie ma miejsca na „prowizje od decyzji”.
Dla mieszkańców – w tym Polaków pracujących i prowadzących firmy w stolicy – to dobra wiadomość, bo wzmacnia zaufanie do procedur i równego traktowania przedsiębiorców. Jeżeli zamówienia publiczne są czyste, jest mniej miejsca na układy, a więcej na jakość i cenę.
Miasto zapowiada cykliczne audyty, „czerwone flagi” w przetargach i większą automatyzację nadzoru. Eksperci zwracają uwagę, że cyfrowe ślady w systemach znacznie ułatwiają dziś wykrywanie nieprawidłowości.
W praktyce oznacza to surowszy compliance u dostawców: krótsza lista pośredników, jawne stawki, deklaracje bez konfliktu interesów. Kto próbuje skracać drogę „kopertą”, ryzykuje nie tylko wykluczenie, ale i konfiskatę zysków.
To też ostrzeżenie dla innych urzędów w kraju: samo zatrzymanie i skazanie to za mało – pieniądze muszą wrócić do systemu, by zamknąć obieg pokusy.
Udostępnij artykuł


