
Koningsdag i ultraszybka moda. Radość dziś, śmieci jutro?
Stoiska i sklepy pękały od pomarańczowych koszulek, kapeluszy i gadżetów. „Ultrafast fashion” wykorzystała Koningsdag na maksa – w kolekcjach na jeden wieczór i jedno selfie. Brzmi niewinnie, ale eksperci ostrzegają: to napędza nadprodukcję i wprost przekłada się na tony tekstylnych odpadów.
W Niderlandach dyskusja o modzie „na raz” nabiera mocy, bo gospodarka obiegu zamkniętego to nie tylko hasło. W praktyce oznacza mniej sztucznych włókien, więcej napraw i drugiego obiegu. I rosnący nacisk na marki, by brały odpowiedzialność za to, co trafi po imprezie do kubła.
Co z tym zrobić na poziomie zwykłej szafy? Kupować w second-handach, wymieniać się wśród znajomych, korzystać z platform z używaną odzieżą i – jeśli już nowość – brać coś, co przeżyje więcej niż jedną okazję. Polacy w Holandii mają tu doświadczenie: baza lumpeksów, outletów i aplikacji jest duża, wystarczy zaplanować wcześniej.
Moda potrafi być kreatywna także bez nadmiaru. Pomarańczowy akcent da się wyczarować szalikiem, farbą do tkanin czy przypinką, a reszta stroju zostaje w rotacji na cały sezon. Dla wielu rodzin to realna oszczędność, a dla środowiska – mniej mikroplastiku w wodach.
Trzeba też patrzeć, jak zmieniają się przepisy. Unia Europejska szykuje twardsze wymogi dla branży tekstylnej i producentów, także w zakresie odbioru starych ubrań. To przesunie koszty tam, gdzie powstaje problem – a nie do śmietników dzielnic i spalarni.
Koningsdag zostawia po sobie wspomnienia i… siatki niezbyt potrzebnych rzeczy. Jeśli w tym roku zamieniliście kilka „jednorazówek” na rzeczy z drugiego obiegu, zrobiliście krok w stronę rozsądniejszej garderoby. I może macie gotowy strój na przyszły rok bez wycieczki do H&M.
Udostępnij artykuł


