
Filmowa akcja ratunkowa USA w Iranie. Czego uczy to NATO (i nas)?
Amerykanie przeprowadzili brawurową operację ratunkową po zestrzeleniu F‑15 w Iranie. Pilota uratowano szybko, ale drugi członek załogi – ciężko ranny – przez dobę ukrywał się w górach, unikając pościgu. Potem w ruch poszły śmigłowce, samoloty transportowe i – jak donoszą media – siły specjalne. Rzadkie nagrania pokazują skalę ryzyka i logistyczną łamigłówkę całej akcji.
Według relacji opisywanych m.in. przez amerykańskie media, Iran próbował przechwycić rozbitka, a USA uderzały w konwoje zagrażające miejscu ukrycia. Część maszyn miała zostać uszkodzona i później zniszczona przez Amerykanów, by nie wpadły w obce ręce. Oficjalne bilanse są skąpe – coś, co w takich operacjach nie dziwi.
Dla NATO i krajów sojuszniczych to studium przypadku: CSAR (Combat Search and Rescue) w realnych, wrogich warunkach. To także przypomnienie, że przewaga technologiczna musi iść w parze z przygotowaniem ludzi – od pilotów po łącznościowców.
Holenderskie lotnictwo, podobnie jak innych sojuszników, szkoli się do takich scenariuszy, ale prawdziwy test zawsze zaskakuje detalami: warunki terenowe, kontrwywiad przeciwnika, „mgła wojny”. Wnioski z tej akcji trafią do podręczników szybciej, niż myślimy.
W szerszym planie to także komunikat polityczny: sojusz nie zostawia ludzi w polu. A to bywa równie odstraszające dla przeciwnika, co same zdolności militarne.
Udostępnij artykuł


