
Fajerwerki: kraj ma mniej ofiar, region Rotterdamu nie
W skali kraju liczba poszkodowanych przez fajerwerki maleje od lat, ale region Rotterdamu pozostaje niechlubnym liderem wizyt na SOR podczas sylwestra. Lekarze alarmują, że zbyt często trafiają tam ofiary poważnych urazów oczu i dłoni, gdy w grę wchodzi nielegalna pirotechnika i brawura.
Według specjalistów część pacjentów przyjeżdża spoza centrum metropolii, gdzie kontrola bywa luźniejsza. Najgroźniejsze pozostają domowe „modyfikacje” petard i odpalanie rakiet z ręki. Władze zapowiadają stanowcze kontrole składów i sprzedaży pod stołem.
Polacy w Holandii często świętują w większych grupach i na otwartej przestrzeni, co sprzyja używaniu „mocniejszych” zestawów. Kluczowe są okulary ochronne (dla odpalających i obserwatorów), stabilne podstawy dla rakiet i bezpieczne odległości. Na osiedlach z dziećmi rozważcie strefy bez fajerwerków i ustalone godziny.
Warto pamiętać, że legalną sprzedaż wolno prowadzić tylko w wyznaczonych dniach, a odpalanie ma ściśle określone okno czasowe. Złamanie zasad grozi grzywną i konfiskatą. Jeśli w okolicy dochodzi do niebezpiecznych „testów” – zgłaszaj sprawę policji lub straży miejskiej.
Ostre stanowisko lekarzy z Rotterdamu wspiera miejska kampania prewencyjna. Sklepy sprzedające materiały pirotechniczne są proszone o dystrybucję instrukcji w kilku językach, w tym po polsku. Z roku na rok rośnie też liczba kontrolowanych punktów i składów.
Najprostsza rada? Jeśli masz wątpliwości co do pochodzenia produktu – nie kupuj. A jeśli już kupisz, czytaj instrukcję i przygotuj miejsce z myślą o sąsiadach i zwierzętach. Świętuj odpowiedzialnie, by 1 stycznia nie zaczynał się od SOR.
Samorządy zachęcają również do pokazów zorganizowanych – często są bezpieczniejsze, efektowniejsze i mniej uciążliwe dla mieszkańców. W wielu gminach pojawiają się też alternatywy świetlne bez pirotechniki.
Im mniej chaotycznych prywatnych pokazów, tym większa szansa, że krajowy trend spadkowy wreszcie obejmie również region portowy.
Udostępnij artykuł


