
Europa chce własnych metali. Szwedzcy Sami mówią: nie kosztem nas
UE przyspiesza z planami wydobycia rzadkich surowców na Północy, by uniezależnić się od Chin i USA. Na radarze jest Kiruna w Szwecji, gdzie pod ziemią czekają neodym, terb i dysproz. Problem w tym, że planowana kopalnia przecina ostatnią już trasę sezonowych wędrówek reniferów – serce kultury i gospodarki społeczności Sami.
Szwedzki rząd musi pogodzić europejską strategię surowcową z konwencjami chroniącymi prawa ludności rdzennej. Sami ostrzegają, że kolejna kopalnia wypchnie ich z ziemi. Samorządy boją się, że dwie trzecie miasta trzeba będzie przenieść lub zburzyć, jeśli projekt ruszy pełną parą.
Holandia patrzy na to z dwóch perspektyw. Po pierwsze: przemysł high-tech, energetyka wiatrowa i elektromobilność potrzebują tych metali do magnesów, chipów i baterii. Po drugie: jeśli Europa nie pokaże, że potrafi wydobywać „po europejsku” – z realnymi standardami środowiskowymi i poszanowaniem społeczności – to wiarygodność całej transformacji ucierpi.
Eksperci mówią, że Kiruna ma przewagę: doświadczenie w górnictwie, nadwyżkę zielonej energii i robotyzację procesów. Ale kopalnia bez wpływu na otoczenie nie istnieje. Dlatego w grę wchodzi kosztowna kompensacja, nowe korytarze migracji zwierząt i plan przenosin infrastruktury.
Dla polskich firm w Holandii łańcuch dostaw to konkret: ceny, terminy i ryzyko przestojów. Jeśli Europa nie ruszy z własnym wydobyciem, zależność od importu pozostanie piętą achillesową nowych fabryk baterii i turbin w Beneluksie.
Nad wszystkim unosi się geopolityka. Bez europejskiego portfela surowców trudno budować strategiczną autonomię. Pytanie, czy da się to zrobić tak, by rdzenni mieszkańcy nie płacili najwyższej ceny.
Udostępnij artykuł


