
Coraz większy kawał pensji pożera mieszkanie
W regionie Amsterdamu na mieszkanie idzie coraz większa część domowego budżetu. Nie chodzi tylko o czynsz lub ratę kredytu, ale też o rosnące opłaty serwisowe, energię, wodę i ubezpieczenia. W praktyce oznacza to mniej pieniędzy na transport, oszczędności czy zwykłe przyjemności. A to właśnie te „drobne” koszty, rozlane po całym miesiącu, najbardziej zaskakują.
Dla wielu Polaków mieszkających i pracujących w stolicy to realna zmiana codzienności: indeksacje czynszów, dopłaty do energii znikające wraz z wygasaniem umów, a do tego wyższe kaucje i ostrzejsza selekcja najemców. Wchodząc na rynek z nową umową, najczęściej płaci się o kilka stów więcej niż poprzedni lokator — i to przy mniejszym metrażu.
Właściciele też nie mają lekko: wyższe stopy procentowe, droższe ubezpieczenia budynków i remonty pod wymogi energetyczne. To wszystko ląduje finalnie w budżecie lokatora. Jeśli ktoś marzy o własnym mieszkaniu, dochodzi jeszcze wkład własny i wyższe koszty notarialne. Z rynkowych danych wynika, że wejście w kredyt wciąż bywa tańsze miesięcznie niż wysoki czynsz, ale bariera startowa jest coraz wyższa.
Eksperci zwracają uwagę, że największe oszczędności w 2026 roku przynosi nie „polowanie” na cud oferty, tylko krótkie renegocjacje: czy da się zmniejszyć zaliczki na energię po zimie, uporządkować opłaty serwisowe w budynku, przejść na wspólny internet z sąsiadami, albo skorzystać z dodatku mieszkaniowego (huurtoeslag) w przypadku spełnienia progów dochodowych. To nie brzmi spektakularnie, ale robi różnicę w skali roku.
W tle trwa spór o to, czy miasto i region wystarczająco szybko dostarczają nowe, naprawdę przystępne cenowo mieszkania. Deweloperzy wskazują na wyższe koszty budowy i brak przyłączy do prądu, a gminy — na kurczące się przestrzenie i protesty mieszkańców. Dla nas, mieszkańców, efekt jest prosty: portfel chudnie najpierw.
Wielu Polaków w Holandii odpowiada na to praktycznie: współdzielenie mieszkań, zamiana dzielnicy na tańszą, łączenie dojazdów rowerem i pociągiem. To nie idealny scenariusz, ale w tym roku najrozsądniej wygrywa spryt i cierpliwość, nie wielkie skoki.
Udostępnij artykuł


