
Amsterdam coraz ostrzej karze złe parkowanie
W całym Amsterdamie strażnicy miejscy mają pełne ręce roboty z niewłaściwie zaparkowanymi autami. W praktyce oznacza to więcej mandatów, częstsze holowania i zauważalnie większą obecność ekip kontrolnych, zwłaszcza w dzielnicach z wąskimi ulicami i dużym ruchem dostawczym.
Dla wielu kierowców – także Polaków pracujących w dostawach czy na budowach – najtrudniejsze są krótkie rozładunki „na awaryjnych”. Miasto podkreśla, że to nie jest okoliczność łagodząca: blokowanie przejazdu dla karetek czy rowerów kończy się natychmiastowym wezwaniem.
Handhavers korzystają z kamer i skanerów tablic rejestracyjnych, a służby mają jasno wyznaczone „gorące” ulice, gdzie interwencje są priorytetem. Coraz częściej wzywana jest też laweta, gdy samochód utrudnia widoczność lub zagraża bezpieczeństwu pieszych.
Władze mówią otwarcie: chodzi nie tylko o porządek, ale i o bezpieczeństwo w strefach 30 km/h, na przejściach dla pieszych oraz przy drogach rowerowych. Mandaty rosną, bo rosną też koszty obsługi i liczba zgłoszeń od mieszkańców.
Jeśli pracujesz w mieście i rozładowujesz towar, zwróć uwagę na wyznaczone miejsca „laden en lossen” i ograniczenia czasowe. Nie warto ryzykować – po pierwsze ze względów bezpieczeństwa, po drugie dlatego, że holowanie potrafi unieruchomić firmową trasę na pół dnia.
Udostępnij artykuł


