
Amsterdam: co naprawdę dzieje się na rynku mieszkań
Rynek mieszkań w stolicy to nie tylko nagłówki o rekordach. Ostatnie miesiące pokazują rozjazd między dzielnicami: jedne znów drożeją, inne trzymają ceny, a wynajem wciąż śrubuje limity budżetów. Kupujący przypominają, że stopy procentowe pomagają, ale to nie znaczy, że jest „tanio”.
Najemcy – w tym wielu Polaków – widzą, że konkurencja o kawalerki i małe mieszkania pozostaje ostra. W segmencie średnim rosną wymogi dochodowe, a właściciele sprawdzają stabilność pracy i zdolność kredytową. W praktyce liczy się gotowość do szybkiej decyzji i dobre przygotowanie dokumentów.
Sprzedający z kolei wciąż testują granice cenowe, szczególnie tam, gdzie lokali jest mało i blisko do transportu. Coraz częściej decyduje standard wykończenia i energooszczędność, bo koszty mediów zaczęły mocniej wpływać na portfele. Zyskują mieszkania, które mają „gotową” historię kosztów.
Miasto zapowiada, że w 2026 będzie naciskać na budowę i regulacje najmu, ale to nie rozwiąże sytuacji z dnia na dzień. Budowy trwają, a przepisy przechodzą długą drogę. Lokatorom i kupującym pozostaje żmudna praca u podstaw: budżet, lista priorytetów i plan B.
Dla polskich rodzin dobrym tropem bywa szersze spojrzenie na region: Amstelveen, Diemen, Zaandam i Haarlem czasem oferują lepszy stosunek ceny do jakości dojazdu. Coraz więcej osób „wybierze pociąg” zamiast większej raty – to realna różnica miesięczna.
Jedno jest pewne: to rynek cierpliwych. Kto szuka mądrze, znajdzie, ale pogoń za „okazją” rzadko kończy się dobrze. Lepiej trzy razy sprawdzić, niż raz przepłacić.
Udostępnij artykuł


