
Amsterdam chce uniezależnić się od amerykańskich chmur
Amsterdam postawił sobie ambitny cel: do 2035 roku miasto chce być „cyfrowo autonomiczne”, czyli nie opierać kluczowych systemów na technologiach firm spoza Unii Europejskiej. W praktyce chodzi głównie o odejście od rozwiązań takich jak chmura i narzędzia biurowe od amerykańskich gigantów.
Dla wielu mieszkańców brzmi to abstrakcyjnie, ale stawka jest bardzo konkretna: kontrola nad danymi miasta i ciągłość działania usług. Jeśli dostawca podlega obcemu prawu i politycznym decyzjom, teoretycznie może nagle ograniczyć dostęp do usług albo danych, a samorząd nie ma na to realnego wpływu.
Miasto planuje podejście etapami. Najpierw test nowego środowiska pracy na alternatywnym oprogramowaniu, potem stopniowe przenoszenie części usług do europejskich dostawców, a na końcu pełna migracja. To będzie kosztowne i czasochłonne, bo wiele procesów w urzędzie jest dziś „zszytych” z konkretnymi narzędziami.
Dla Polaków mieszkających w Amsterdamie to temat ważny choćby przez to, że w miejskich systemach krążą dane związane z mieszkaniami, podatkami lokalnymi, świadczeniami czy zapisami do szkół. Im stabilniejsze i bardziej przewidywalne są te usługi, tym mniej nerwów w codziennych sprawach.
W tle jest też europejska dyskusja o tym, kto naprawdę kontroluje cyfrową infrastrukturę państw i miast. W Holandii temat przyspieszył po obawach, że przejęcia firm IT przez podmioty z USA mogą zwiększać ryzyko dostępu do danych na podstawie amerykańskich przepisów.
Jednocześnie nikt nie udaje, że da się to zrobić „od jutra”. Brakuje czasem równorzędnych europejskich zamienników, a urzędy potrzebują też ludzi i kompetencji, by je utrzymać. Długofalowo Amsterdam liczy jednak, że większa niezależność przełoży się na bezpieczeństwo i lepszą kontrolę nad kosztami.
Jeśli plan się powiedzie, może stać się wzorem dla innych miast w NL. A wtedy presja na europejskie rozwiązania IT będzie rosnąć także w innych obszarach życia: szkołach, szpitalach i usługach publicznych.
Udostępnij artykuł


