
Amerykańskie lotniskowce i nerwy w Zatoce. Co dalej?
USA wzmacniają obecność militarną wokół Iranu, kierując lotniskowiec i myśliwce do regionu. Władze w Teheranie odpowiadają ostrymi komunikatami o „totalnej wojnie” w razie ataku, a linie lotnicze omijają część korytarzy powietrznych.
To nie pierwszy raz, kiedy napięcia w Zatoce Perskiej rozlewają się na gospodarkę. Każdy sygnał o ryzyku dla tankowców i infrastruktury naftowej odbija się na cenach paliw, a dalej – na logistyce i portfelach kierowców.
Europejscy przewoźnicy ostrożnie aktualizują trasy i harmonogramy. Dłuższe loty to wyższe koszty, a przy przedłużającej się eskalacji rośnie presja na ceny biletów i przewozów cargo.
Eksperci uspokajają, że wciąż jesteśmy daleko od scenariusza zablokowania cieśniny Ormuz, ale każda „mała” kolizja może mieć duże skutki. Rynek ropy nie lubi niepewności, a polaryzacja polityczna na świecie tylko ją zwiększa.
Jeśli strony cofną się o krok, sytuacja wróci do codziennego balansowania na krawędzi. Jeśli nie – czeka nas nerwowa wiosna w energetyce i lotnictwie, nawet bez formalnej wojny.
Na razie warto patrzeć nie na deklaracje, a na ruchy statków i samolotów. One zwykle wcześniej pokazują, czy naprawdę robi się niebezpiecznie.
Udostępnij artykuł


