
100 mln euro na rekompensaty za zakaz fajerwerków
Rząd odkłada 100 mln euro na wypłaty dla importerów i sprzedawców fajerwerków w związku z planowanym ogólnokrajowym zakazem. To ostatni warunek polityczny, by wprowadzić zakaz już na koniec roku – reszta to egzekucja i walka z nielegalnym obrotem.
Pakiet jest rozdzielony: importerzy mają dostać więcej, bo to często ich główna działalność, a detaliści – mniej i na krótszy czas. Branża uważa, że to kropla w morzu i zapowiada, że część sklepów może nie przetrwać.
Dla mieszkańców – w tym polskiej społeczności – szykuje się duża zmiana sylwestrowej tradycji. Zostaną tylko „F1”, czyli gwiazdki i drobne efekty, a większe pokazy mają przejąć organizacje i gminy, za zgodą burmistrzów.
Zwolennicy mówią o mniejszej liczbie ofiar, ciszy dla zwierząt i czystszym powietrzu po Nowym Roku. Przeciwnicy ostrzegają przed rozkwitem szarej strefy i wzrostem przemytu, co utrudni życie policji i służbom celnym.
Dla sklepów sezonowych to trudna matematyka: zwroty inwestycji w magazyny, zabezpieczenia i licencje nagle stają się wątpliwe. Jedni już przebranżawiają się na eventy świetlne, inni szukają niszy w legalnych efektach specjalnych.
W praktyce oznacza to też więcej pracy dla gmin: trzeba będzie przygotować pokazy, strefy ciszy i kampanię informacyjną. A dla rodzin – nowy pomysł na sylwestrowy wieczór, bo odpalanie prywatnych baterii nie będzie już opcją.
Niezależnie od sporów, jedno jest pewne: ta zima przyniesie test dla wszystkich – od służb, przez sprzedawców, po sąsiadów. Od sposobu wdrożenia zależy, czy Nowy Rok zaczniemy ciszej, ale spokojniej.
Udostępnij artykuł


