
UE i Indie blisko „matki wszystkich umów”. Co z tego dla NL?
Rozmowy Unii Europejskiej z Indiami o wielkiej umowie handlowej weszły w finałową fazę po blisko dwóch dekadach negocjacji. Stawka jest wysoka: niższe cła na komponenty i surowce, ułatwienia dla europejskich firm oraz współpraca w obronności i mobilności talentów. Jak opisuje NOS, część tematów rolnych została wyłączona, by nie blokować porozumienia.
Dla Holandii to szansa na dywersyfikację łańcuchów dostaw i mniejsze uzależnienie od Chin w sektorach zaawansowanych technologii. Port w Rotterdamie i huby logistyczne mogą skorzystać na rosnącym handlu z Indiami – a wraz z nimi firmy, w których pracują Polacy.
Indie przyciągają już produkcję elektroniki, a europejski eksport zyskałby na redukcji ceł na maszyny, auta czy dobra konsumpcyjne premium. Dla polskich przedsiębiorców w NL to możliwy nowy rynek zbytu – od usług IT po doradztwo i handel częściami.
W pakiecie pojawia się też wątek współpracy bezpieczeństwa i ewentualnego „paktu mobilności”, który ułatwi przemieszczanie specjalistów. To ważne dla holenderskich firm walczących o talenty, także z polskim rodowodem, bo uproszczenia procedur potrafią skrócić kontrakty z miesięcy do tygodni.
Umowa nie rozwiąże wszystkich problemów, ale może obniżyć koszty i ryzyka prowadzenia biznesu. Jeśli podpisy padną jeszcze w tym roku, pierwsze efekty zobaczymy w 2027–2028 – mniej barier, więcej możliwości. Warunek: firmy w Holandii muszą już dziś zacząć rozglądać się za partnerami w Indiach.
Udostępnij artykuł


