top of page

Statki wracają do wiatru. Holenderskie żagle na frachtowcach

Na europejskich szlakach pływa już blisko setka dużych statków z windaandrijving – pionowymi „skrzydłami” zbierającymi wiatr. Jak podaje NOS, jest ich obecnie 96, a zamówień przybywa. Wśród liderów technologii jest holenderskie Econowind z Zeewolde, którego VentoFoils trafiają na tankowce i masowce.

Dla portów w Rotterdamie i Amsterdamie to konkret: mniejsze spalanie, niższe emisje, czasem też odrobinę wyższa prędkość. Statek Amadeus Saffier, cytowany w doniesieniach, raportuje około 10 procent oszczędności dzięki połączeniu wiatru i zoptymalizowanego kadłuba. Na jednostkach modernizowanych zysk bywa mniejszy, ale trend jest jasny.

Dlaczego to ważne dla nas? Bo koszty paliwa i emisji przekładają się na ceny transportu, a te – na półkę w sklepie i portfele mieszkańców. Polacy pracujący w logistyce, spedycji i portach widzą to na co dzień: każda procentowa oszczędność potrafi zadecydować, czy łańcuch dostaw mieści się w budżecie.

Firmy armatorskie nie robią tego z samej miłości do morza. Przy drogim paliwie, napiętych łańcuchach i wymogach klimatycznych wiatr to praktyczny sojusznik. Rynek uczy się też, gdzie żagle dają najwięcej – na trasach z przewidywalnymi wiatrami i tam, gdzie grafiki pozwalają płynąć ciut wolniej.

Technologia dojrzewa: od eksperymentów z latawcami po stalowe rotory i nowoczesne „skrzydła”. Holendrzy mają tu solidny udział, co może przełożyć się na kolejne miejsca pracy – od montażu po serwis. Wartościowa wskazówka dla firm z NL: łączyć nowe napędy z cyfrową optymalizacją rejsów.

Jeśli tempo się utrzyma, w przyszłym roku liczba takich statków może się podwoić. To nie zastąpi paliw z dnia na dzień, ale zmieni rachunek ekonomiczny. A dla portowych regionów – w tym polskiej społeczności pracującej na nabrzeżach – może to oznaczać stabilniejsze zlecenia i bardziej „zielone” kompetencje.

Deel artikel

Opmerkingen

Deel je gedachtenPlaats de eerste opmerking.
bottom of page