
Sambalman znów ma dach nad głową
Maurice Declerq, znany w Rotterdamie jako Sambalman, odzyskał miejsce do życia. Przez lata był stałym elementem miejskiego pejzażu, sprzedając własnoręcznie robioną sambal i zaczepiając przechodniów charakterystycznym okrzykiem. Teraz, dzięki wsparciu instytucji i życzliwych ludzi, znów ma spokojną przystań.
Historia Sambalmana to opowieść o lokalnej solidarności – nie tylko wśród rodowitych Rotterdamerów, ale i społeczności migrantów. Polacy mieszkający w mieście, którzy kojarzą jego energię z tarasów i targów, mówią, że brakowało im tej nietuzinkowej postaci i cieszą się z wieści o nowym dachu nad głową.
Jak opisuje Rijnmond, Declerq został nawet uznany przez Museum Rotterdam za „Echt Rotterdams Erfgoed”. To symboliczny gest, pokazujący, że miejskie dziedzictwo to nie tylko budynki, ale przede wszystkim ludzie i ich historie. Dla całej społeczności to sygnał, że wsparcie bywa skuteczne, jeśli jest konsekwentne.
W tle pozostaje szersze pytanie o dostępność mieszkań i ścieżki pomocy dla osób w trudnej sytuacji. Programy wsparcia lokacyjnego i współpraca organizacji społecznych potrafią zmienić pojedyncze losy – lecz skala potrzeb wciąż jest duża.
Declerq podkreśla, że mimo niewielkich środków znów może spokojnie spać. A na tarasach i bazarach znów słychać: „Sambal, sambal!”. W mieście, które szybko się zmienia, takie historie przypominają, co znaczy sąsiedzka troska.
Udostępnij artykuł


