
Rotterdam: 500 kg kokainy ukryte w skrzyniach mango
W porcie w Rotterdamie służby wykryły dużą partię kokainy ukrytą w kontenerze z mango. Chodzi o niemal pół tony narkotyku, który przypłynął z Peru przez Panamę i miał dalej pojechać do firmy w Moerdijk, a finalnie do Niemiec.
Jak podaje NOS, według prokuratury nic nie wskazuje na to, by firmy w Moerdijk i w Niemczech były zamieszane w przemyt – wygląda to raczej na klasyczne „podpięcie się” pod legalny łańcuch dostaw. Narkotyki znaleziono podczas kontroli, a sprawę bada zespół HARC (współpraca celników, FIOD, policji portowej i prokuratury).
Dla Polaków mieszkających w Holandii ten temat jest bliższy, niż się wydaje, bo wiele osób pracuje w logistyce, magazynach, transporcie i przy przeładunkach. Takie ujawnienia zwykle oznaczają jedno: więcej kontroli, więcej opóźnień i większą presję na procedury bezpieczeństwa w firmach.
W praktyce rośnie też ryzyko, że uczciwi pracownicy będą częściej sprawdzani, przepytywani albo obejmowani dodatkowymi kontrolami przy wejściu. Z punktu widzenia pracodawców to koszt, ale z punktu widzenia pracowników – często stres i poczucie, że „ktoś coś przemycił, a my mamy z tego tłumaczenia”.
Port w Rotterdamie od lat jest jednym z głównych punktów walki z przemytem w Europie. Skala przemytu sprawia, że przestępcy stale szukają nowych metod ukrywania towaru – raz w owocach, innym razem w sprzęcie przemysłowym czy towarach masowych.
W tle jest też szerszy problem: przestępczość portowa potrafi korumpować i zastraszać ludzi na dole łańcucha. Dlatego firmy coraz częściej inwestują w monitoring, weryfikację personelu i szkolenia, a państwo dokłada kolejne narzędzia śledcze.
Dla zwykłych mieszkańców Holandii efekt uboczny jest taki, że walka z przemytem przenosi się na codzienność: od większej liczby patroli w okolicy portu po ostrzejszą politykę wobec tzw. „odbieraczy” kontenerów. A to już wpływa na poczucie bezpieczeństwa w całym regionie Randstad.
Deel artikel


