top of page

Pożar w datacenter Almere: cyfrowy ból głowy od uczelni po przychodnie

W czwartek rano w Almere zapaliła się część infrastruktury zasilającej w jednym z centrów danych. Strażacy szybko opanowali sytuację, ale z powodu odcięcia prądu serwery klientów przestały działać. Efekt domina? Problemy z dostępem do systemów na Uniwersytecie w Utrechcie, u przewoźników i w niektórych gabinetach lekarskich.

Choć same sale z danymi ocalały, to bez zasilania stoją puste. Uniwersytet w Utrechcie ogłosił, że pozostanie zamknięty z uwagi na bezpieczeństwo i brak dostępu do podstawowych systemów. Dla studentów – w tym dla Polaków dojeżdżających z Randstadu – oznacza to przymusowy reset planów.

Problem dotknął także wybrane praktyki rodzinne, gdzie nie można było zajrzeć do kart pacjentów czy zamówić e-recepty. Brzmi jak science fiction, ale to realny koszt ultracyfrowej codzienności, w której jeden budynek potrafi sparaliżować tysiące procesów.

Operator centrum danych zapewnia, że dane klientów są bezpieczne, a usuwanie skutków awarii trwa. Tu liczy się redundancja i plany awaryjne: kto je miał, przerzucił się na zapasowe środowiska; kto nie – dziś cierpliwie czeka.

Jeżeli pracujecie w Holandii w firmach zależnych od zewnętrznych serwerowni, warto dopytać o kopie zapasowe i alternatywne ścieżki pracy. A prywatnie – pamiętać o lokalnych kopiach najważniejszych dokumentów. To drobne nawyki, które bardzo zmniejszają stres w dni, kiedy „internet nie działa”.

Pożar jest już pod kontrolą, ale lekcja zostanie: cyfrowa odporność to nie luksus, tylko konieczność. I to taka, którą widać dopiero wtedy, gdy coś się zepsuje.

Deel artikel

Opmerkingen

Deel je gedachtenPlaats de eerste opmerking.
bottom of page