
Pół wieku nad IJmeer: życie na Schellingwouderdijk
Greet ma 79 lat i od ponad pięciu dekad mieszka na Schellingwouderdijk. „Ludzie reagują z zazdrością” – przyznaje, opowiadając o widoku na wodę, ciszy i tempie życia, które rzadko kojarzy się z wielkim miastem.
To jedna z tych opowieści, które pokazują, że Amsterdam ma wiele twarzy. Tu, kilkanaście minut od centrum, wciąż da się żyć jak w niewielkiej nadmorskiej miejscowości – z łódkami, ptactwem i sąsiadami, którzy się znają.
Mieszkanie na wale ma swój urok, ale i zasady. Utrzymanie infrastruktury przeciwpowodziowej jest priorytetem, a remonty bywają droższe i bardziej skomplikowane. Służby regularnie kontrolują stan umocnień.
Rodziny z Polski, które szukają w Amsterdamie spokojniejszego adresu, zwracają uwagę na takie miejsca. Jednak ograniczenia zabudowy i wysokie ceny nieruchomości sprawiają, że to rzadko opcja „na start”.
Greet mówi, że przez lata widziała, jak miasto rośnie i zbliża się do dijku. Pomimo zmian, klimat „małej społeczności” utrzymał się dzięki zaangażowaniu mieszkańców w życie okolicy.
W obliczu zmian klimatycznych i wzrostu poziomu morza mieszkańcy dijków są świadomi ryzyka. Jednocześnie to często właśnie oni najlepiej wiedzą, jak dbać o bezpieczeństwo i pamięć miejsca.
To opowieść o przywiązaniu do krajobrazu. W mieście, które biegnie, ktoś wybiera spokój na wale i nie zamieni go na nic innego.
Takie mikrohistorie przypominają, że Amsterdam to nie tylko kanały i muzea. To także niewielkie wspólnoty, które budują charakter miasta od strony wody.
Udostępnij artykuł


