top of page

Kontrole banków kosztują miliardy, a efekt marny. Ucierpieli też zwykli klienci

Anty‑pranie pieniędzy ma sens – ale nie w takiej formie, jaką mamy dziś. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli (Rekenkamer) wynika, że procedury banków są kosztowne i dotkliwe dla ludzi, a ich skuteczność jest niejasna. W praktyce: setki tysięcy pytań do klientów, blokady kont i niewiele mierzalnych rezultatów.

Banki, pod presją nadzoru, rozbudowały działy zgodności do armii analityków. Nawet co piąty pracownik w sektorze pilnuje zgodności z przepisami, a i tak raportowanie do FIU (jednostki analityki finansowej) bywa nierówne. Zgłoszenia nie zawsze są dobrze przetwarzane, więc część pracy idzie w próżnię.

Niepokoi też to, jak te kontrole uderzają w ludzi. Osoby z „egzotycznie” brzmiącymi nazwiskami, w tym część Polaków, relacjonują więcej pytań i odmów otwarcia konta. Małe polskie firmy dostają prośby o tony dokumentów za zwykłe przelewy do dostawcy. Ciężko tu o poczucie, że system jest fair.

Dla polskich mieszkańców Holandii rada jest pragmatyczna: zawczasu gromadzić umowy, faktury i krótkie opisy większych transakcji. W razie blokady konta – prosić bank o jasne podstawy i terminy, a przy problemach rozważyć zmianę banku. To żmudne, ale skraca wymiany maili o tygodnie.

Rząd już zapowiedział korektę podejścia i europejskie zmiany w 2026 roku. Lepiej ukierunkowane kontrole, mniej biurokracji, mniej dyskryminacji – jeśli to wejdzie w życie, wszyscy odetchną. Na razie jednak trzeba uzbroić się w cierpliwość i porządek w papierach.

Deel artikel

Opmerkingen

Deel je gedachtenPlaats de eerste opmerking.
bottom of page