top of page

Koniec „darmowej emisji” w lotnictwie: ceny biletów pod presją

Europejskie linie lotnicze tracą ostatni parasol ochronny: w tym roku kończą się darmowe uprawnienia do emisji CO2. To praktyczna zmiana, która może uderzyć w portfele pasażerów – także tych, którzy latają z Holandii do Polski i z powrotem. Im mniej zielone paliwo i nowsze samoloty, tym droższe będą koszty emisji.

Jak podaje NOS, KLM wylicza, że rachunek za ETS wzrósł z ok. 25 mln euro w 2019 r. do ok. 152 mln w 2024 r., a do 2030 r. może sięgnąć 325 mln rocznie. To potężna różnica, którą przewoźnicy będą próbowali chociaż częściowo przerzucić na klientów. Nie wszystkie linie mówią o szczegółach, ale trend jest jasny: mniej „darmowej emisji” oznacza droższy latanie.

Linie stawiają na dwa kierunki: nowsze, oszczędniejsze maszyny i tzw. SAF, czyli bardziej zrównoważone paliwo. Problem? SAF wciąż jest kroplą w morzu – u liderów to zaledwie kilka procent mieszanki, a ceny są dużo wyższe niż w przypadku tradycyjnej kerozyny. Ekonomiści uczciwie mówią: na razie bardziej opłaca się kupować prawa do emisji niż radykalnie ciąć ślad węglowy.

Dla Polaków w Holandii oznacza to, że loty rodzinne czy świąteczne „do domu” mogą stopniowo drożeć, zwłaszcza na popularnych trasach. Warto polować na wcześniejsze rezerwacje i sprawdzać alternatywy: loty z przesiadką, tańsze dni tygodnia czy – w miarę możliwości – pociąg na krótszych dystansach.

W tle toczy się większa gra: Unia liczy, że presja kosztowa przyspieszy zieloną rewolucję w lotnictwie. Z kolei przewoźnicy ostrzegają, że zbyt szybkie zmiany odbiją się na konkurencyjności europejskich linii wobec świata. Pytanie, kto szybciej przyspieszy: technologie czy ceny biletów.

Deel artikel

Opmerkingen

Deel je gedachtenPlaats de eerste opmerking.
bottom of page