
Irlandzki boss Kinahan i jego ślady w Holandii. Cichy problem głośnej logistyki
Po latach ukrywania się irlandzki boss kartelu Danny (Daniel) Kinahan wpadł w ręce służb. Według Het Parool utrzymywał w Holandii rozbudowaną sieć kontaktów – od magazynów po „białe kołnierzyki” – bo tutejsza logistyka i porty to dla przestępców światowej ligi idealne skrzyżowanie dróg.
To nie jest film o gangsterach, tylko realny koszt bycia hubem Europy. W tle przewijają się te same wątki: kontenery, przeładunki, firmy‑słupy, a czasem po prostu pracownicy, którzy „przymykają oko”, bo ktoś obiecał premie bez faktury. Wchodzisz raz – i już nie wyjdziesz.
W polskiej społeczności w NL wielu z nas pracuje w transporcie i łańcuchach dostaw. Dlatego ostrzeżenie jest proste: jeśli ładunek lub zlecenie pachnie dziwnie, a papierologia wyglądają na zbyt „elastyczną”, zatrzymaj się. Lepiej stracić kurs niż wolność.
Holenderskie służby od lat ostrzegają, że przestępczość narkotykowa przenika gospodarkę sportowo: po trochu, w boksach i magazynach, gdzie zawsze czegoś brakuje czasu. Z punktu widzenia grup przestępczych jesteśmy punktem startowym do całej Europy.
Procesy i aresztowania nie zamkną sprawy z dnia na dzień, ale utrudniają życie tym, którzy bazują na naszym porcie i drogach. Najlepszą tarczą nadal jest czujność u podstaw: od spedytora po wózkowego na hali.
Jeżeli masz wątpliwości co do zlecenia, warto porozmawiać z przełożonym i skorzystać z anonimowych linii zgłoszeniowych. W branży łatki zostają na długo, a reputacja firmy jest dziś walutą równie ważną jak stawka za kilometr.
Deel artikel


