top of page

Cła na chińskie elektryki? Europa zaostrza kurs

W europejskiej debacie znów głośno o cłach na samochody elektryczne z Chin. Bruksela od miesięcy bada, czy producenci korzystają z niedozwolonych subsydiów, co mogłoby prowadzić do podwyższonych stawek celnych. Dla zwykłego kierowcy brzmi to abstrakcyjnie, ale w praktyce oznacza potencjalnie droższe auta i wolniejsze spadki cen na rynku EV.

Holenderskie porty, zwłaszcza Rotterdam, są ważnym węzłem wejścia aut na rynek UE. Zmiany taryfowe uderzają w łańcuchy dostaw, od spedytorów po dealerów i serwisy. Polacy pracujący w logistyce mogą odczuć to w postaci przejściowych zawirowań w grafiku, a czasem wolniejszego tempa dostaw.

Jeśli cła wzrosną, część importerów poszuka alternatywy u europejskich producentów lub w Turcji. To może pomóc lokalnym fabrykom, ale krótkoterminowo podnieść ceny. Dla polskich rodzin w Holandii planujących zakup ekonomicznego elektryka to ważna informacja przy kalkulacji budżetu na 2025 rok.

Rynek wtórny też nie pozostanie obojętny. Gdy nowe modele drożeją, więcej kupujących kieruje się ku używanym, co zwykle winduje ich ceny. W rezultacie różnica między pojazdami spalinowymi a elektrycznymi może tymczasowo się zmniejszyć.

Eksperci zwracają uwagę, że docelowo liczy się stabilność polityki i przewidywalność przepisów. Firmy flotowe i leasingodawcy, popularni w Holandii, planują zakupy z wyprzedzeniem, a niepewność utrudnia negocjacje. Dla konsumentów rada jest prosta: porównywać oferty na bieżąco i brać pod uwagę całkowity koszt użytkowania, nie tylko cenę katalogową.

W tle toczy się szersza rozgrywka o zieloną transformację. Europa chce chronić własny przemysł, ale jednocześnie utrzymać ambitne cele klimatyczne. Polacy mieszkający w Niderlandach zobaczą skutki tego balansu w cennikach salonów, dostępności modeli oraz polityce dopłat miejskich i regionalnych.

Udostępnij artykuł

Opmerkingen

Deel je gedachtenPlaats de eerste opmerking.
bottom of page