top of page

Chińska produkcja bije rekordy, Europa się broni. Co to znaczy dla nas?

Chiny notują gigantyczne nadwyżki handlowe dzięki eksportowi aut elektrycznych, baterii, ubrań i paneli słonecznych. Krajowa gospodarka jednak słabnie przez kryzys nieruchomości i ostrożnych konsumentów. To popycha firmy do jeszcze agresywniejszej sprzedaży za granicą i obniżek cen.

Dla europejskich przedsiębiorstw – w tym holenderskich – to mieszanka presji i okazji. Tańsze podzespoły obniżają koszty, ale podcinają skrzydła lokalnym producentom. Polscy pracownicy w logistyce, magazynach i sprzedaży mogą odczuć więcej zleceń, ale także większą niestabilność łańcuchów dostaw i marż.

UE już reaguje: cła antydumpingowe, dochodzenia dotacyjne i wymogi bezpieczeństwa łańcuchów. To nie koniec, bo stawką jest przyszłość europejskiej motoryzacji i zielonych technologii. Producenci w Europie będą walczyć o czas na dostosowanie, a importerzy – o utrzymanie przewagi cenowej.

Dla konsumentów krótkoterminowo to bywa dobra wiadomość: spadają ceny części elektroniki czy rowerów elektrycznych. Długoterminowo ryzyko to uzależnienie od jednego dostawcy i podatność na napięcia geopolityczne. Wtedy każda sankcja, cło czy zakłócenie w transporcie szybko trafia w nasz portfel.

Holenderskie porty i firmy logistyczne już widzą zmianę strumieni towarów. Jeśli Bruksela podniesie barierę, część importu przeniesie się do innych kanałów i krajów, a kontrole staną się droższe. To przełoży się na pracę i koszty w całym łańcuchu – od terminali po kurierów.

Dlatego 2026 może być rokiem „kalibracji” relacji z Chinami: mniej iluzji, więcej reguł i selektywna współpraca. W tle pozostaje proza życia: rachunki, dostępność towarów i decyzje firm, które muszą przetrwać prawdziwą wojnę cenową.

Udostępnij artykuł

Opmerkingen

Deel je gedachtenPlaats de eerste opmerking.
bottom of page