
Australia w piekle upałów i pożarów. Rekordy i brak prądu
Południowy wschód Australii mierzy się z rekordową falą upałów – lokalnie niemal 50 stopni. Silny wiatr nakręca pożary, a dziesiątki tysięcy gospodarstw zostały bez prądu po uszkodzeniach sieci i przegrzaniu urządzeń. W części miejsc ewakuacja okazała się niemożliwa – służby kazały zostać w domach.
W Victorii i na pograniczu z South Australia służby walczą, by ogień nie przeskakiwał przez drogi i nie odcinał kolejnych wsi. Najgroźniej jest w rejonie Cape Otway. Drogi są zamykane, a powrót do zgliszcz bywa zakazany – grunt wciąż tli się pod spodem.
Dla Holandii to ostrzeżenie przed ekstremami klimatycznymi i test dla łańcuchów dostaw. Towary z portów australijskich, w tym część surowców, mogą do nas płynąć dłużej. Firmy logistyczne w NL już zdały sobie sprawę, że „sezon pożarowy” stał się stałą pozycją w kalendarzu ryzyka.
Polscy turyści i rodziny pracujące w Australii powinny śledzić lokalne alerty i komunikaty linii lotniczych. Ubezpieczenia podróżne coraz częściej mają klauzule klimatyczne – warto sprawdzić, czy polisa obejmuje ewakuację z rejonu klęski.
Eksperci powtarzają: infrastruktura energetyczna w upały jest tak samo podatna jak w mróz. Holenderskie sieci też uczą się chłodzić stacje i odciążać linie, gdy temperatura bije rekordy.
To lato jeszcze się nie skończyło. Australijczycy znów płacą najwyższą cenę za to, co w statystykach nazywamy tylko „rekordem temperatury”.
Udostępnij artykuł


