
Pakistan na mediacyjnym froncie USA–Iran. Nowy gracz w grze o pokój
Na dyplomatycznej scenie może pojawić się zaskakujący gospodarz: Pakistan. Według zachodnich dyplomatów to w Islamabadzie mogą usiąść do stołu wysłannicy USA i Iranu, by szukać ścieżki wyjścia z wojny. Brzmi nieoczywiście? Ten kraj ma jednocześnie bliskie kontakty z Waszyngtonem i Teheranem – i bardzo konkretny interes w uspokojeniu regionu.
Pakistan ma dużą społeczność szyicką i długą granicę z Iranem, a jednocześnie jest strategicznym partnerem USA w sprawach bezpieczeństwa. Każdy strzał w Zatoce odbija się na cenach paliw w Karaczi i Lahaurze. Wzrost kosztów energii boli społeczeństwo i polityków, którzy próbują wyjść z kryzysu gospodarczego.
Jest też wymiar prestiżowy: jeśli Islamabad skutecznie zorganizuje rozmowy, wzmacnia swoją pozycję w regionie i globalnie. To kontrapunkt dla prób izolowania Pakistanu przez sąsiadów – dowód, że potrafi grać rolę odpowiedzialnego mediatora, a nie tylko państwa „na rozdrożu”.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Kto zasiądzie przy stole, jaki będzie mandat stron i czy bez udziału Izraela da się cokolwiek ustalić? Analitycy studzą emocje: brak gwarancji sukcesu, ale nawet pół kroku do przodu przy tym poziomie napięć jest wart wysiłku.
Jeśli rozmowy dojdą do skutku, to dzięki mieszance dyplomatycznych telefonów, nacisków i… pragmatyzmu. Bo w końcu każdy tankowiec, który bezpiecznie dopływa do portu, to korzyść dla całego świata – od Azji po Europę.
Udostępnij artykuł


