top of page

Historyczny zwrot na Węgrzech. Co to znaczy dla UE i NL

Po szesnastu latach rządów Viktora Orbána Węgry zmieniają kurs. Péter Magyar ogłosił zwycięstwo swojej partii Tisza, a dotychczasowy premier uznał porażkę. W tłumie w Budapeszcie słychać było: „Europa, Europa” – symboliczny sygnał, że kraj znów chce bliżej do Brukseli i Zachodu.

Magyar zapowiedział, że Węgry będą „silnym sojusznikiem UE i NATO” i że kraj dołączy do europejskiej prokuratury EPPO, co ma pomóc w walce z korupcją. Jeśli potwierdzi się przewaga dająca zmianę konstytucji, w Budapeszcie może zacząć się szybkie odkręcanie reform Orbána.

Dla Unii to przede wszystkim szansa na mniej blokad przy kluczowych decyzjach – od wsparcia Ukrainy po nowe pakiety budżetowe. Mniej weta znaczy szybciej działającą Wspólnotę, a to przekłada się na stabilniejsze otoczenie gospodarcze także dla holenderskiego biznesu.

W praktyce może to oznaczać odblokowanie funduszy dla Węgier i powrót do stołu rozmów bez permanentnego konfliktu z Brukselą. Na linii UE–Ukraina też zrobi się prościej: Budapeszt przestaje hamować, więc pomoc wojskowa i finansowa powinna płynąć sprawniej.

Polacy mieszkający w Holandii, pracujący w firmach handlujących w regionie, mogą na tym skorzystać. Mniej politycznej niepewności to mniej ryzyk w kontraktach, transportach i łańcuchach dostaw. No i potencjalnie – spokojniejsza dyskusja o przyszłości rozszerzenia Unii.

Oczywiście, diabeł tkwi w szczegółach. Nowy rząd będzie musiał wykazać się nie tylko deklaracjami, ale i konkretnymi posunięciami w sądownictwie, mediach i przetargach publicznych. Tylko to realnie odbuduje zaufanie w Brukseli, Berlinie i Hadze.

Jeśli zmiana okaże się trwała, zniknie jeden z najgłośniejszych hamulcowych w Radzie UE. A to dobra wiadomość na czasy, gdy Europa musi działać szybciej: od energetyki po obronność. Na razie Węgry wysyłają sygnał: wracamy do gry zespołowej.

Udostępnij artykuł

Komentarze

Podziel się swoimi przemyśleniamiNapisz komentarz jako pierwszy.
bottom of page