
Zuchwała kradzież metali w porcie Rotterdam. Stawki rosną, kontrole też
W zamkniętej strefie Europoortu złodzieje dwukrotnie wynieśli duże ilości metali – mosiądzu oraz niklu/kobaltu – o wartości liczonych w setkach tysięcy euro. To nie tylko cios finansowy dla firm, ale i test dla bezpieczeństwa logistycznego największego portu Europy.
Tego typu surowce są łakomym kąskiem: łatwe do przetopienia, pożądane w przemyśle i z dobrą ceną na rynku. Im wyższe notowania metali, tym większa pokusa dla zorganizowanych grup. Firmy muszą reagować szybko – od dodatkowych plomb i czujników po wzmocnione patrole i geofencing.
Dla Polaków pracujących w porcie to zapowiedź bardziej drobiazgowych kontroli przy wjazdach i wyjazdach oraz większej liczby kamer. Niewygodne? Niekoniecznie – gdy stawka to miejsca pracy i bezpieczeństwo, lepiej znieść kilka minut więcej przy bramce niż ryzykować kolejne „zniknięcie” ładunku.
Kradzieże surowców dotykają całego łańcucha: od ubezpieczycieli, którzy podnoszą składki, po klientów, którzy dłużej czekają na komponenty. Przestoje i dochodzenia potrafią opóźnić produkcję na tygodnie.
Port Rotterdam ma doświadczenie w ściganiu przestępczości – od narkotyków po kradzieże kontenerów. Teraz wyścig z czasem to prewencja, zanim rynek metalowy znów podbije stawki i apetyty złodziei.
W praktyce oznacza to więcej strażników, czulsze systemy i mniej „martwych stref” na placach składowych. Krótkie opóźnienie dziś jest tańsze niż długa luka w łańcuchu dostaw jutro.
Dla firm kontraktujących metale – moment na przegląd polis i zapisów SLA. Z myślą o tym, że „raz na rok” to dziś zbyt optymistyczne założenie.
A dla pracowników – czujność. Drobny sygnał z placu może powstrzymać stratę za setki tysięcy euro.
Share article


