
Zimowa burza w USA odbija się na podróżach z Holandii
Ponad 10 tysięcy lotów odwołanych w Stanach Zjednoczonych to nie tylko amerykański problem. Sieć połączeń jest globalna, więc skutki czuć także na Schipholu i w europejskich hubach. Przesiadki pękają jak domino, a część pasażerów z Holandii – w tym Polaków latających do rodzin w USA – utknęła w pośrednich portach.
Linie przekierowują ruch, ale przy tak dużej skali odwołań nie każdy dostanie szybkie połączenie zastępcze. W praktyce oznacza to noclegi na koszt przewoźnika i zmianę planów urlopowych lub biznesowych. Jeśli macie w najbliższych dniach lot do USA lub przez USA, warto sprawdzać status rejsu w aplikacji linii i na stronie lotniska jeszcze przed wyjazdem z domu.
Przy zakłóceniach transatlantyckich często pojawia się dodatkowy problem: bagaż. Walizki potrafią polecieć inną trasą niż pasażer, więc dobrze mieć najpotrzebniejsze rzeczy w podręcznym. Ubezpieczenie podróżne z klauzulą opóźnionego bagażu może uratować kilka nerwów – i parę euro.
Dla Polaków mieszkających w Holandii, którzy często łączą loty z Amsterdamu z dalszą podróżą po USA, kluczowa jest elastyczność. Przebukowanie na europejskie alternatywy (np. loty via Londyn czy Paryż) bywa szybsze, ale miejsca znikają błyskawicznie. Warto prosić przewoźnika o wszystkie dostępne opcje, również z konkurencyjnymi liniami w ramach umów interline.
Takie epizody mają też przełożenie na łańcuchy dostaw. Przewoźnicy towarowi przenoszą fracht, co może opóźniać przesyłki e‑commerce do Holandii. To nie dramat, ale paczka na urodziny potrafi przez pogodę dotrzeć po fakcie.
Eksperci zwracają uwagę, że przy coraz gwałtowniejszych zjawiskach pogodowych linie będą częściej planować bardziej „konserwatywnie”. Mniej ryzykownych slotów, więcej rezerwy czasowej – a dla pasażerów większa szansa, że polecą, choć nie zawsze w pierwotnym terminie.
Udostępnij artykuł


