
Zanieczyszczenie z Antwerpii dociera do Zelandii. Sprzątanie potrwa tygodniami
Plama ciężkiego oleju opałowego z wycieku w porcie w Antwerpii dotarła do przygranicznych terenów w Zelandii. Pierwsze zabrudzenia wykryto w rezerwatach Het Land van Saeftinghe i w Hedwigepolder. Służby i wolontariusze szykują się na długą operację: w trudnym, pływowym terenie sprzątanie będzie prowadzone w oknach między przypływami i odpływami.
Specjaliści mówią wprost: to żmudna robota. Część zanieczyszczeń tworzy cienki film na wodzie, ale najgroźniejsza warstwa tonie i przyczepia się do osadów. Z powietrza wygląda to niegroźnie, a z bliska potrafi uwięzić i oblepić wszystko, co żywe i nieruchome.
Dla mieszkających i pracujących w Zelandii Polek i Polaków to oznacza możliwe ograniczenia dostępu do ścieżek i nabrzeży, a także większą obecność ekip sprzątających. Jeżeli zobaczycie ptaka w smole, nie próbujcie pomagać samodzielnie – zgłaszajcie to lokalnym służbom lub organizacjom ratującym zwierzęta.
Źródłem skażenia był wyciek podczas tankowania kontenerowca MSC Denmark VI. Władze portowe w Antwerpii czasowo zamknęły część ruchu, by opanować sytuację i wysłać na wodę zapory oraz skimmery. Część statków utknęła, a harmonogramy dostaw się poprzestawiały.
Ornitolodzy martwią się o sezon lęgowy – każde wejście człowieka w teren, nawet w dobrej wierze, może płoszyć ptaki. Plan sprzątania uwzględnia więc gniazdowania i ma iść jak najbliżej „rytmu” natury. Słowem: wolniej, ale mądrzej.
W praktyce oznacza to też cierpliwość. Najpierw najcięższe frakcje, potem dopiero mozolne doczyszczanie brzegów i trzcinowisk. Dla regionu, który żyje morzem, to przykra lekcja, że jeden techniczny błąd potrafi rozlać się szeroko – dosłownie.
Share article


