
Zaginione pamiątki Blijdorpu trafiają pod młotek
Rotterdamskie ZOO Blijdorp przyznało, że w przeszłości niezbyt uważnie obchodziło się z własnym dziedzictwem. Część darów i później pozyskanych przedmiotów – w tym rzeczy należące do pierwszego dyrektora ogrodu – zniknęła z inwentarza i teraz pojawia się na aukcji w rotterdamskim domu Vendu. Dla wielu bywalców to zaskoczenie: dlaczego te pamiątki nie stoją dziś w pawilonach, tylko pod młotkiem?
Blijdorp tłumaczy, że porządkuje archiwa i sprząta „długi ogon” dawnych zaniedbań. Brzmi technicznie, ale w praktyce chodzi o to, że część historii ogrodu trzeba dziś odtwarzać z prywatnych kolekcji i notatek. Placówka zapowiada, że takie sytuacje mają się już nie powtórzyć, a polityka zarządzania zbiorami została zaostrzona.
Dla polskich rodzin mieszkających w regionie to dobra lekcja, że „muzealne” dziedzictwo może zginąć w szufladach, jeśli nie ma procedur i pieniędzy na opiekę. Blijdorp to dla wielu z nas stały punkt rodzinnych weekendów – dobrze wiedzieć, że ogród bierze odpowiedzialność za własną historię.
Eksperci zwracają uwagę, że gdy obiekty dziedzictwa trafiają na rynek, ceny potrafią wystrzelić, a instytucje publiczne często nie mają budżetu, by je odkupić. To oznacza, że część kolekcji może na lata zniknąć w prywatnych salonach. Bywa też odwrotnie: aukcje wyciągają perełki na światło dzienne, a potem – dzięki darczyńcom – trafiają one z powrotem do instytucji.
Sam ogród zapowiada lepszą komunikację z darczyńcami i przegląd kolekcji. Dla odwiedzających ważniejsze jest jednak to, czy opowieść o przeszłości Blijdorpu znów będzie kompletna. Odpowiedź poznamy, gdy pierwsze odzyskane pamiątki wrócą na ekspozycję, a nie na katalog aukcyjny.
Share article


