
Xinjiang pięknieje w filmach, ale prawda jest złożona
Chiny pompują miliardy w turystykę Xinjiangu, zapraszając vlogerów i dziennikarzy, by pokazywali góry, jeziora i jedzenie. W tym roku region miał przyjąć ponad 300 milionów wizyt, a internet zalewają promocyjne filmiki. Równocześnie międzynarodowe raporty przypominają o masowych represjach wobec Ujgurów i innych mniejszości.
Według obszernego reportażu NOS chińskie władze dążą do zmiany wizerunku regionu, a trasy prasowe omijają zamknięte meczety i byłe obozy. „Pozytywne historie” mają wygrać z cenzurą i zmęczeniem widzów trudnymi tematami. To działa – krajowi turyści wracają, a sektor usług rośnie.
Dla polskich twórców i podróżnych w Holandii to pytanie o etykę: czy promować piękno Xinjiangu, czy zawsze dodawać kontekst o prawach człowieka? W praktyce warto oznaczać, kiedy wyjazd jest sponsorowany i precyzyjnie tłumaczyć ograniczenia w dostępie do miejsc.
Eksperci ostrzegają też, że polityczny wiatr w regionie może się zmienić. Nowe nominacje partyjne stawiają na „bezpieczeństwo”, co może znowu zaostrzyć kontrolę. W takiej sytuacji turystyka staje się narzędziem wizerunkowym państwa.
Widzowie powinni mieć świadomość, że brak krytycznych kadrów nie oznacza braku problemów. Rzetelne relacje wymagają czasu, kontaktu z mieszkańcami i zgody na to, że nie wszystko da się sfilmować.
Jeśli planujesz wyprawę, sprawdź niezależne przewodniki, warunki wizowe i lokalne przepisy dotyczące filmowania. Lepiej też mieć plan awaryjny i ubezpieczenie na wypadek nagłej zmiany restrykcji.
Udostępnij artykuł


