
Tysiące skuterów po upadku Go Sharing idą pod młotek
Tysiące zielonych skuterów Go Sharing stoją w rzędach na placu w Noord-Holland i czekają na nowych właścicieli. Po bankructwie spółki i odejściu tureckiego właściciela BinBin, koszty zabezpieczenia i przechowywania spadły na gminy – w jednym przypadku to już ponad 600 tys. euro.
Kurator sprzedaje sprzęt, ale otwarcie przyznaje: nie wystarczy, by wszyscy wierzyciele odzyskali pieniądze. Co gorsza, w tle brzmi zarzut „katvangerconstructie” – firmy, które miały zdjąć problem z pleców inwestora, by ten mógł zniknąć z Holandii bez rachunku do uregulowania.
Dla użytkowników – w tym wielu Polaków dojeżdżających do pracy – aukcja to pokusa. Uwaga jednak na baterie litowe i stan techniczny: magazynowanie „na szybko” i długi postój pod chmurką nie służą temu sprzętowi. Lepiej sprawdzić, czy w komplecie jest dokumentacja i czy skuter przejdzie przegląd.
Gminy chcą odzyskać koszty i wysłać sygnał, że nie będą zakładnikami platform, które najpierw zasypują miasta pojazdami, a potem znikają. To ważna lekcja dla wszystkich, którzy negocjują kolejne licencje na mikromobilność.
W szerszym planie chodzi o proste pytanie: kto sprząta po rewolucji współdzielenia? Jeśli odpowiedź brzmi „podatnik”, to model wymaga poważnego przemyślenia – zanim następny operator zostawi po sobie flotyllę do pilnowania.
Kupujący mogą trafić okazję, ale niech ekscytacja nie przysłoni rozsądku. Niska cena bywa najdroższą częścią całej historii.
Share article


