
Trump chwali „złotą erę”. Co z tego dla Europy i naszych portfeli?
W dorocznym wystąpieniu do Kongresu prezydent Donald Trump skupił się na gospodarce: tańsze paliwo, niższa inflacja, nowa fala inwestycji – choć część liczb budzi zastrzeżenia fact-checkerów. Mniej było o polityce zagranicznej, więcej o portfelach wyborców.
Dla Europy i Holandii to przede wszystkim pytanie o handel i kurs dolara. Gdy Waszyngton miesza cłami i przeciwcłami, firmy w Rotterdamie czy Eindhoven wstrzymują oddech – koszty logistyki i ceny komponentów lubią wtedy falować.
Polacy w Holandii zauważą to przy przelewach do kraju i zakupach z USA: mocniejszy dolar to droższa elektronika i narzędzia, ale też wyższa wartość zleceń eksportowych denominowanych w USD. Coś za coś.
Trump powtórzył, że „Ameryka jest z powrotem”, a rynek pracy ma się świetnie. Jeśli to się utrzyma, europejskie firmy dalej będą szukać nisz w łańcuchach dostaw – a my, tu na miejscu, możemy liczyć na nowe kontrakty dla polskich specjalistów i ekip technicznych.
W tle widać jeszcze jeden wątek: wydatki na obronność i presję na sojuszników. Holenderskie i polskie firmy zbrojeniowe już podpinają się pod większe zamówienia, a budżety obronne w Europie rosną niezależnie od retoryki z Waszyngtonu.
Polityczna piania zostawmy politykom; w praktyce liczy się to, co w cenniku i w transporcie kontenerów. Na razie – umiarkowany optymizm gospodarczy i czujność na rychłe korekty kursu.
Warto pamiętać, że kampanijne wystąpienia mają jedną funkcję: dobrze brzmieć. Twarde dane i decyzje handlowe przychodzą kilka tygodni później i wtedy dopiero wpływają na nasze codzienne koszyki.
Do tego czasu – zwykła zasada rozsądku: dywersyfikujemy dostawców i nie bierzemy budżetów „na styk”, gdy Ameryka zaczyna testować nowe cła.
Share article


