
Starmer na krawędzi. Londyn może przyspieszyć zwrot w polityce
Wielka Brytania ma kolejny polityczny wstrząs: szkocki lider Partii Pracy Anas Sarwar publicznie wezwał premiera Keira Starmera do odejścia. To następstwo tygodni przecieków i dymisji związanych z „sprawą Epstein”, która ciągnie się za premierem i jego nominacjami.
W Downing Street 10 odeszli już kluczowi ludzie od przekazu i strategii, co tylko podsyca atmosferę „dni policzonych”. Rząd odpowiada, że ma mandat na reformy i zamierza je kontynuować – ale polityka nie znosi próżni, a partia patrzy na sondaże.
Jeśli dojdzie do zmiany na szczycie, otworzy się okno na modyfikację relacji z UE: od przepisów handlowych po współpracę w bezpieczeństwie. Dla Polaków w Holandii, którzy pracują z brytyjskimi klientami lub wysyłają towary do UK, każdy taki zwrot oznacza nowe zasady gry.
Rynki nie lubią chaosu. Słabnący rząd w Londynie to często wahania funta, które mogą podbić lub obniżyć koszt zakupów i usług z Wysp. Firmy logistyczne już teraz szykują plan B na cła i papierologię w razie kolejnego „przeglądu” umów.
Nie brakuje też głosów w obronie Starmera. Część jego ministrów pokazowo deklaruje lojalność, a premier zbiera frakcję na wewnętrzne rozmowy. Czy to wystarczy? W brytyjskiej polityce często decyduje moment – i jeden mocny sondaż.
Dla reszty Europy ważna jest ciągłość współpracy w obronności i przy zwalczaniu przestępczości: to działa niezależnie od personaliów, ale każdy „reset” spowalnia biurokratyczne tryby.
Na razie to kryzys narracji, nie władzy. Ale jeśli w ciągu kilku tygodni nie zgaśnie, może się stać jednym i drugim.
Share article


