
Sąd: Rotterdam i Eindhoven muszą mieć pozwolenia
Rotterdam The Hague Airport i Eindhoven Airport jednak potrzebują pozwoleń środowiskowych związanych z ochroną przyrody – uznał sąd. Wcześniejsze stanowisko ministerstwa, że takie dokumenty nie są konieczne, okazało się błędne, zwłaszcza z powodu sąsiedztwa obszarów Natura 2000.
Jak podaje NOS, resort rolnictwa ma osiem tygodni na nowe decyzje i uzasadnienia. Pod podobnym znakiem zapytania jest też status lotniska w Lelystad. Dla zarządców to sygnał, że bez formalnych zgód nie ma mowy o wzroście ruchu – a być może pojawią się czasowe ograniczenia.
Co to znaczy dla pasażerów? Na krótszą metę nie należy się spodziewać chaosu, ale w dłuższym okresie planowanie większej liczby startów i lądowań będzie znacznie trudniejsze. W praktyce linie mogą przerzucać część siatki i rotacji tam, gdzie ryzyko prawne jest mniejsze.
Dla Polaków z Zuid-Holland i Noord-Brabant, którzy często wybierają te lotniska z wygody, warto mieć w zanadrzu plan B: alternatywne wyloty z Schiphol, Brukseli czy Düsseldorf. Dojazdy bywają dłuższe, ale elastyczność ratuje urlop i weekendowy city break.
Wyrok wpisuje się w szerszy trend: lotnictwo w Holandii zderza się z granicami środowiskowymi – od hałasu, przez emisje, po azot. Nie chodzi o jedną „blokadę”, tylko o serię wymogów i testów, które każdy projekt będzie musiał przejść.
Jeśli lotniska szybko złożą wnioski i pokażą środki minimalizujące wpływ na przyrodę, wróci przewidywalność. Do tego czasu branża, a wraz z nią pasażerowie, muszą nauczyć się żyć z większą dozą niepewności.
Share article


