
Sąd: Albert Heijn musi zatrudnić Polaka. Precedens dla tysięcy
Po siedmiu latach pracy z agencji w centrum dystrybucyjnym Albert Heijn, 31‑letni Pawel Rudzki wygrał w sądzie: sieć musi dać mu etat z mocą wsteczną i wypłacić zaległe pensje. To ważny sygnał dla setek Polaków w Holandii, którzy wykonują stałą pracę przez biura pośrednictwa i od lat słyszą „teraz nie ma etatu”.
Według orzeczenia, po trzech latach takiej samej pracy z rzędu pracodawca powinien zaproponować umowę bezpośrednią. Argument, że kandydat „za słabo mówi po niderlandzku”, nie obronił się przed sędzią, zwłaszcza że te same zadania wykonywał przez lata jako pracownik tymczasowy.
Sprawa Pawła wybuchła po strajku za lepsze warunki dla „uitzendkrachten”. Potem – jak relacjonuje FNV – pojawiły się ostrzejsze grafiki i uwagi o „niskiej produktywności”, a w końcu zwolnienie. Sąd uznał, że to nie usprawiedliwia odmowy etatu.
Jeśli pracujesz w Holandii przez agencję i od dawna robisz to samo u jednego zleceniodawcy, masz prawo zapytać o status, a w razie odmowy – poprosić związek lub doradcę prawnego o ocenę. W praktyce oznacza to realną szansę na stabilny kontrakt i zdolność kredytową.
Albert Heijn zapowiada analizę wyroku. Tymczasem FNV ocenia sprawę jako „przełomową” i zapowiada dalsze wsparcie dla pracowników migrujących – także Polaków – którzy utknęli w wiecznym systemie rotacji.
Dla wielu rodzin w NL to może być różnica między życiem „na walizkach” a planowaniem przyszłości: mieszkania, kredytu, szkoły dla dzieci. A przede wszystkim – normalną pewność jutra.
Share article


