
Roparun ma 35 lat. Sztafeta z obiadowego żartu stała się dobroczynną machiną
Czasem wielkie rzeczy rodzą się z prostego zakładu. Tak było z Roparunem: „Jak jesteś prawdziwym twardzielem, przebiegnij z Euromastu pod Wieżę Eiffla” – i po latach żart przerodził się w jedną z najważniejszych charytatywnych imprez biegowych Beneluksu. W tym roku to już 35. edycja, z ambicją zebrania 5 mln euro na opiekę paliatywną.
Roparun to nie tylko bieganie. To setki wolontariuszy, kampery, mobilne kuchnie, masażystów i kierowców. Polacy w Holandii od lat są częścią tej układanki: w drużynach firmowych, logistycznych i medycznych. I w roli kibiców, którzy potrafią zrobić najgłośniejszy punkt dopingu na trasie.
Siła wydarzenia tkwi w prostym przesłaniu: pomóc chorym na raka tu i teraz, sprzętem i opieką, której brakuje w codzienności. Każdy kilometr to realna gotówka zamieniona później w łóżka, pompy, wsparcie psychologiczne i chwile oddechu dla rodzin.
Po drodze są nieprzespane noce, śmiech i łzy. Kto brał udział, wie, że zmęczenie miesza się z euforią, a finisz jest zawsze większy niż suma kilometrów. Taka impreza ma w Holandii specjalne miejsce – bo łączy miasta, pokolenia i języki.
Jeśli macie wolną chwilę w długi weekend, zajrzyjcie na trasę. Transparent, termos kawy, kilka słów wsparcia – proste rzeczy budują wielką sprawę. A jeśli bieg was wciągnie, za rok możecie stać w strefie zmian z numerem startowym.
Share article


